Aktualność

Hiszpański rytm z Łodzi

Hiszpański rytm z Łodzi
DATA: 12 Luty 2019

Jarosław Wieczorek, szewc w trzecim pokoleniu, dał się porwać tańcowi flamenco, ale postanowił również dać tej kulturze coś od siebie. Dziś w jego butach, które produkuje w niewielkim zakładzie w Łodzi, flamenco tańczy się niemal w każdym zakątku świata.
Wywodzący się z południa gorącej Hiszpanii taniec flamenco wprost hipnotyzuje. Ruchy tancerek są subtelne, delikatne, ale zarazem zdecydowane i pewne. Ich twarze są pełne skupienia, a każdy ruch to uczta nie tylko dla oczu, lecz także dla uszu. Nieodłącznym elementem flamenco są wyjątkowe buty, które wydają charakterystyczny, niepowtarzalny dźwięk. Prawdziwe wyzwanie dla każdego szewca. Fascynacja, której uległ Jarosław Wieczorek, mistrz szewski z Łodzi.

 

BĘDĘ SZEWCEM, TO POSTANOWIONE!
Jarosław Wieczorek nigdy nie wyobrażał sobie siebie w innym zawodzie. Dorastał w rodzinie z tradycjami szewskimi (zarówno jego ojciec, jak i dziadek byli mistrzami rzemieślnikami, produkowali buty na zamówienie i naprawiali obuwie), więc ten zawód był mu pisany. Choć sam bohater mówi, że nigdy nie czuł presji, a raczej głębokie zainteresowanie tym rzemiosłem. – Moje myśli nigdy nie krążyły wokół innego zawodu, zawsze wiedziałem, że będę się zajmował butami. Nawet moja małżonka jest „kolegą” po fachu – śmieje się Wieczorek. Wybór szkoły – Technikum Przemysłu Skórzanego w Radomiu – był więc oczywisty, chociaż, jak się później okazało, ten poziom wiedzy i edukacji nie był satysfakcjonujący. Jarosław Wieczorek zdecydował, że chce wiedzieć i umieć więcej, stąd decyzja o wzięciu udziału w kursie mistrzowskim w produkującej obuwie znanej firmie z Erfurtu w ówczesnej Niemieckiej Republice Demokratycznej.


FLAMENCO… Z NRD
Właśnie w czasie pobytu w NRD Jarosław Wieczorek pierwszy raz zobaczył na żywo pokaz tańca flamenco. Podczas jednego z wolnych wieczorów kolega z zakładu wspomniał, że jego siostra należy do zespołu tanecznego i mogą obejrzeć najbliższy występ. – Dziewczyny pięknie wyglądały, niesamowicie się ruszały i do tego wystukiwały butami charakterystyczny rytm. Przyglądanie się butom to moje skrzywienie zawodowe, więc od razu zacząłem się zastanawiać, co sprawia, że ich buty wydają ten niesamowity dźwięk – wspomina Wieczorek. Nie wiedział wiele o flamenco, właściwie nie wiedział nic, ale od razu przyszła myśl, że może mógłby takie buty produkować.


DZIAŁALNOŚĆ WYWROTOWA
Po powrocie do Polski myśl o chęci produkcji i sprzedaży butów do flamenco nie dawała mu spokoju. Korzystając ze znajomości w Niemczech, Jarosław Wieczorek prosił o przysyłanie mu zużytych par, żeby mógł je rozebrać i poznać sekret ich budowy. Były to lata 80., tuż po ogłoszeniu stanu wojennego. Ówczesnym służbom wydawało się podejrzane, że ktoś sprowadza do Polski buty, w których pełno jest metalowych elementów, więc każda przesyłka była dokładnie sprawdzana, a jej odbiór każdorazowo wiązał się z wizytą na komisariacie Milicji Obywatelskiej. Jarosław Wieczorek musiał się tłumaczyć, że buty są mu potrzebne na wzór do produkcji własnych. Funkcjonariusze ostatecznie dali się przekonać, że sprowadzanie używanego obuwia do tańca nie kwalifikuje się jako działalność antypaństwowa, więc pomimo pewnych niedogodności Jarosław Wieczorek mógł w końcu przystąpić do pracy.


POLSKA NIE BYŁA GOTOWA
Produkcję butów do flamenco, już pod marką Carmen, Jarosław Wieczorek rozpoczął w 1988 roku. Szybko okazało się jednak, że zapotrzebowanie na takie buty
w kraju jest praktycznie zerowe. – To był jeszcze PRL. Wtedy flamenco widziało się głownie w telewizji czy w kinie. To nie był u nas popularny taniec – opowiada Wieczorek. Sprzedał kilka par we Wrocławiu, Gdańsku i w Trójmieście jednak, jak sam przyznaje, zdecydowana większość gotowych butów trafiała do magazynu, bo nie było na nie zapotrzebowania. Wtedy też podjął decyzję, że tymczasowo zawiesza ich produkcję, a skupia się na rozwinięciu fabryki tradycyjnych butów. – Dzieci musiały jeść, a z pieniędzy za sprzedaż butów do flamenco na pewno bym ich wtedy nie wykarmił – podsumowuje Wieczorek.


JAKOŚĆ CZY CENA?
Z biznesowego punktu widzenia otwarcie własnego zakładu produkującego buty było strzałem w dziesiątkę. Z małego rzemieślniczego punktu firma Wieczorka przeobraziła się w prężnie działającą fabrykę, która w szczytowym okresie swojej działalności produkowała 300–400 par butów dziennie i zatrudniała od 20 do 30 pracowników. Dodatkowo współpracowała z licznymi podwykonawcami niemal z całej Polski. Dobra passa trwała przez dekadę. Jednak wraz z pojawieniem się na rynku coraz większej liczby butów z Dalekiego Wschodu produkcja malała. Chińskie obuwie było zdecydowanie tańsze od tego produkowanego przez Jarosława Wieczorka, ale jednocześnie było również dużo niższej jakości. – Nasze obuwie trzymało wysoki standard jakości. To, co przychodziło z Chin, nazywałem opakowaniem na nogi, a nie butami – komentuje gorzko Wieczorek.


„NATYCHMIAST ROBIĆ!”
Firma przez pewien czas radziła sobie z kryzysem, między innym przyjmując zamówienie na produkcję obuwia dla służb mundurowych, ale wkrótce i tu głównym kryterium złożenia zamówienia zaczęła być cena. Relatywnie niewielki zakład Wieczorka nie mógł konkurować z producentami, którzy mogli sobie pozwolić na produkcję butów za mniejsze pieniądze. Ostatecznie w 2005 roku Jarosław Wieczorek zamknął zakład. Przez te wszystkie lata nie zapomniał jednak o swoim pomyśle sprzed lat. Znalazł schowane w magazynie pudełka z butami do flamenco i pomysł ponownie ożył. Tym razem jednak okoliczności były bardziej sprzyjające. – Sprawdziłem w internecie – okazało się, że w Łodzi są dwie szkoły flamenco, w Warszawie były trzy lub cztery. Praktycznie w każdym większym mieście ludzie tańczyli flamenco
– wspomina Wieczorek i dodaje – pojechałem z moimi butami do jednej z instruktorek z Łodzi, a ta, gdy tylko je zobaczyła, powiedziała: „Z nieba nam pan spadł! Natychmiast robić!”.


300 GWOŹDZIKÓW W PODESZWIE

Firma Carmen to obecnie w zasadzie działalność jednoosobowa, ale oferująca produkty na najwyższym światowym poziomie. Każda para butów do flamenco przygotowywana jest ręcznie. Dziennie można zrobić maksymalnie dwie pary.
Technologia ich wykonania to pilnie strzeżona tajemnica rzemieślnika. – Wiele szczegółów i detali odkryłem sam, to żmudna praca.
Nie chciałbym teraz podawać innym tej wiedzy na tacy – śmieje się Wieczorek. Podkreśla jednak, że najważniejszy w butach do flamenco jest charakterystyczny, wydawany przez nie dźwięk. Częściowo odpowiada za niego 300 gwoździków wbitych w podeszwę, ale nie mniej istotne są elementy wewnątrz – ich tajemnicy bohater nie chce zdradzić. Cholewka butów wykonana jest ze skóry o bardzo charakterystycznym wzorze, skórzana jest również podeszwa, która dodatkowo wsparta jest antypoślizgową zelówką.


CAŁY ŚWIAT TAŃCZY W BUTACH Z ŁODZI
W świecie flamenco Carmen to uznana i doceniona marka. Tańczy się w nich w Polsce, Czechach, Austrii, Niemczech, Finlandii, Japonii, Kanadzie, USA, na Węgrzech, a nawet w kolebce flamenco – w Hiszpanii. Każda para robiona jest na specjalne zamówienie.
– Tancerki są z naszych butów zadowolone i głośno nas chwalą. To najlepsza reklama marki Carmen – mówi z dumą Wieczorek. Dodaje, że dla niego jest to również najlepsza motywacja i zachęta do dalszej pracy.

 

Zdjęcia: Paweł Ławreszuk


Ten oraz inne artykuły dostępne są w nr 5 (21) 2018 Łódź Kreuje Innowacje.